71056245_1908770595923291_5988090953666134016_n
Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Wyspa Brač moimi zmysłami plus przepis na pyszne chorwackie danie

Minęło już kilka dni od naszych wielkich chorwackich wakacji. Wspomnienia zaczynają się zacierać, zapach przemijać, to ostatni moment, by je utrwalić i opowiedzieć Wam o naszych rodzinnych wakacjach na wyspie Brać.
W jednym domu spotkały się cztery rodziny. Jedna babcia, czwórka dorosłego już dziś rodzeństwa ze swoimi żonami, mężami i dziećmi. W sumie 20 osób (bo 1 dziecko w brzuszku). Byłam tam i ja. To nasze czwarte rodzinne wakacje razem, z roku na rok przybywa dzieci. Za każdym razem jesteśmy w innym miejscu. Zawsze w Chorwacji. Tym razem byliśmy na wyspie.
Spędziliśmy razem 14 dni, szczerze się śmialiśmy, długo rozmawialiśmy, graliśmy w karty i gry, piliśmy wino, pływaliśmy w morzu, jedliśmy kukurydzę na plaży, gotowaliśmy, smakowaliśmy pomidory z oliwą i lokalne przysmaki, patrzyliśmy na pluski dzieci w basenie, ktoś nawet wykąpał się w nocy.


Nie dam Wam dzisiaj przepisu na udany wyjazd rodzinny, nie powiem jak to zrobić, żeby się nie pokłócić, nie przedstawię trasy, harmonogramu czy rozkładu pływania promu z wyspy do Splitu. Opowiem Wam za to o chwilach, bo życie to chwile radości, a wakacje to taka wydłużona chwila, utrwalona słońcem i słoną wodą. Opowiem Wam o widokach, smakach, zapachach, o zatrzymaniu się w strudze światła, o widoku na przepaść, o lazurowej wodzie. Opowiem Wam o chwilach, gdy zmysły wyostrzają się po to, by te smaki i zapachy wtopić w siebie, by stały się częścią Twojej duszy, by zostały z Tobą na zawsze.
Wielu z Was, gdy myśli o tym, co jest w życiu najważniejsze, to przywołuje wartości takie jak zdrowie i rodzina, ja też tak mam. A do pewnego czasu nie dość, że tak myślę, to jeszcze tak robię. Więc nasze wakacje były bardzo rodzinne i prawie zdrowe, bo amerykańscy naukowcy, mówią, że zdrowa jest tylko pierwsza lampka czerwonego wina 🙂
Po jakimś czasie nie pamięta się już wszystkiego, nie odtworzysz każdej minuty. Pamięta się te zdarzenia, które emocja w nas wbiła. Mam kilka takich wspomnień.
Posłuchajcie.
To zapach rozmarynu roztartego na dłoni, który rośnie tu jak krzak, tworząc zielone mury. Zapachu i koloru.
To spotkanie stada kotów, mamy z dwójką maluchów, przy porannym bieganiu. Koty mruczą i łaszą się, gdy tylko na futrze poczują skrawek uwagi.
To dźwięk trąbki Pana Kukurydzy, który trąbiąc, oznajmiał swoje przybycie na plażę. Przychodził codziennie o tej samej porze, z nieprzyzwoicie słodką kukurydzą. Miał ją w dużej lodówce turystycznej na kółkach. Kukurydza była dobrze posolona, kosztowała 10 kun. Dziadek wyraźnie cieszył się z naszego widoku, przy jednym zatrzymaniu sprzedawał cały swój zapas.
To muczenie krowy za płotem, która codziennie przechodziła koło naszego domku. Raz przechodziła rano, raz wieczorem. Chodziła sama albo z koleżankami, mając za nic mocno uczęszczaną drogę i trąbiące samochody.
To woda w morzu tak słona, że jej smak czujesz, będąc nawet 10 m od wody.


To kamień tak biały i błyszczący, że kościół z niego zbudowany wydaje się dziełem rąk aniołów.
To ludzie tak szczerzy i otwarci, że zapytani o drogę częstują winem i daniem z wielkiego gara. Pachnącym świeżym mięsem, papryką i rozmarynem. Po 10 minutach rozmowy zapraszają na wspólny wieczór.
To miasteczka, domy, dziedzińce tak stare, że czujesz się jak w innym świecie, w innych czasach, w jakimś magicznym miejscu, gdzie czas się zatrzymał.
To 30 sekund czerwonego światła, by wyskoczyć z samochodu i zrobić zdjęcie wysokiej wieży z dzwonem, białej damy, królującej nad miasteczkiem zawieszonym nad przepaścią.
To radosny śmiech dziecka, śmiech dumy po przepłynięciu pierwszych metrów bez rękawków tak na prawdziwo.


To rozczulenie mamy, kiedy synek złowi kraba, a potem wypuści go do wody ze słowami … pewnie tęskni za mamą…
To chwile nostalgii i zadumy, gdy widzisz dom bez dachu, stare mury, a w środku domu drzewo. Zawsze wtedy zastanawiam się, kto tam mieszkał? Kogo kochał? Czy był szczęśliwy?
To widok morza, gór, zieleni, plaży, tak intensywny, że zamykasz oczy i otwierasz ponownie, by sprawdzić, czy na pewno.
To piegi na nosie dzieci, widoczne tylko wtedy, w słońcu.
To wdrapanie się na górę tak wysoko, że wyżej już nic nie ma. To trzymanie dziecka za rękę, by nie zaglądało w przepaść.
To chwile przy straganie z dziełami z białego kamienia, ręcznie robione cuda, tak jasne i czyste jak skrzydła anioła.
To lody o smaku truskawkowym, w gałce. Tak duże, że z trudem można oblizać wszystkie strony i tak pyszne, że można je jeść tylko w ciszy.

To chwila, gdy malutkie dzieci zasną, te większe skupią się na łapaniu jakiegoś morskiego stwora i przez ułamek sekundy słyszysz tylko morze.
To śmiech dziecka tak radosny, szczery i głośny, że urosłyby skrzydełka wszystkim wróżkom, gdyby tylko istniały.
To chwila szczęścia, że tak piękny widok można dzielić z tyloma bliskimi osobami.
To wieczorny spacer portem, bez dzieci.
To zachwyt córki nad nowym kapeluszem – taki samym jak dorośli mają.
To wychylenie się przez barierkę zbyt mocno, by wypatrzeć najlepszą plażę.
To moje wspomnienia, to chwile, o które dbam, aby je zapamiętać, zostają ze mną, budują, pocieszają w chwilach smutku.

Każde miejsce na świecie ma swoje smaki, dla mnie Chorwacja to zawsze smak ćevapi – lokalnego przysmaku przygotowywanego z mięsa, podawanego z ajvarem i krojoną cebulą – przepis znajdziesz na końcu artykułu. To smak dojrzałych pomidorów, słodkiej, słonecznej oliwy, zielonych pomarańczy, rozmarynu, ostryg podawanych na lodzie z cytryną, pizzy tak pysznej, jak włoska, białego wina z wyspy Korczula. Ćevapi zamawiam w restauracji, kupuję gotowe w sklepie, robię sama z mięsa w Chorwacji i w Polsce, żeby przyjaciół zaprosić w kulinarną podróż.
Posmakujesz?

Oto przepis na oryginalne ćevapi po chorwacku, możesz ten przepis wykorzystać jako inspiracje i użyć do niego dowolnego mięsa.

Składniki:

· 400 g mielonej wołowiny,
· 200 g mielonej baraniny,
· 600 g mielonej łopatki wieprzowej,
· 1 białko jaja,
· 4 ząbki czosnku,
· łyżeczka soli,
· 2 łyżeczki mielonego pieprzu,
· 1 łyżeczka pieprzu cayenne,
· ½ łyżeczki słodkiej papryki.

Wszystkie składniki umieść w dużej misce i mieszaj ze sobą. Roluj z nich niewielkie kiełbaski. Aby ułatwić sobie proces pieczenia i późniejszego jedzenia, możesz przebić je wzdłuż długą wykałaczką. Całość odstaw do lodówki na 2–3 godziny. Ćevapcici pieczemy na grillu lub patelni grillowej, (możesz też przygotować je w piekarniku – wtedy bez patyczków) aż przestaną być surowe.

Podawaj z ajvarem oraz pokroją cebulą.

Palce lizać!

Podziel się wpisem z innymi

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email

Największa satysfakcją dla blogerki jest pogadać.
Jeśli jesteś tu po raz pierwszy powiedz cześć, jeśli znamy się już dłużej powiedz coś więcej.
Napisz, skomentuj, poznajmy się, pogadajmy.

Jeśli ten wpis Ci się spodobał i czujesz, że spodoba się też Twoim znajomym – będę wdzięczna, jeśli udostępnisz go na  Facebooku
Dużo mnie jest też na Instagramie. Rozkręcam się na Instastories (powoli, ale jednak).

Udostępnij na FB

Dodaj komentarz

two + three =

Close Menu
×
×

Koszyk