Foto-12
Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Powiedziałam sobie kilka mocnych słów

Przez tę niekończącą się chorobę wpadłam w jakąś chandrę. Wyszłam z rytmu pracy, wyszłam ze swojego tempa, przestałam dostrzegać drobne rzeczy, drobne radości. Jestem zadaniowcem, jeżeli zadanie nie jest wykonane, cel nie jest osiągnięty to czuję jakąś pustkę, brak, czuję się niekompletna, niewystarczająca, tak wiem pewnie należałoby to leczyć…

Chorowałam, więc postanowiłam sobie odpuścić wszystkie ambitne książki, wykłady, audiobooki i inne treści, którymi  karmię się na okrągło, pozwoliłam sobie dłużej pospać, poleżeć, nie myśleć ambitnie, odpocząć i  posiedzieć więcej na różnych social mediowych złodziejach czasu.

I to był błąd.

Nie zrobiło mi to dobrze, naoglądałam się super chudych lasek ze sztucznymi wstawkami tu i tam i  tych, co w życiu zajmują się tylko ćwiczeniem i zarabianiem kasy na ćwiczeniu i stwierdziłam, że jestem za gruba i za mało fit. Dziewczyny prezentują swoje wdzięki w różnych pięknych miejscach kraju i świata, więc doszłam do wniosku, że nawet zdjęcia porządnego nie umiem zrobić, a mój Insta jest do kitu.

Napatrzyłam się na zasięgi znanych blogerek, które tylko blogowaniem się zajmują, zobaczyłam tempo wrzucania przez nie kolejnych wpisów i doszłam do wniosku, że ze mnie blogerka jak z koziej d… trąba. Ja wrzucam 1 wpis tygodniowo, a one 3 lub 4.

Poczytałam o mamach, które stosują rodzicielstwo bliskości i doszłam do wniosku, że w sumie to takie moje, tylko dzieci już takie duże, więc straciłam tyle czasu oraz zdecydowanie za często na nie warczę, więc puenta taka, że z tym macierzyństwem to też u mnie nie najlepiej.

W zeszłym tygodniu zakończyłam współpracę z 2 osobami, a zwolnienie kogoś to nigdy nie jest coś, nad czym przechodzisz do porządku dziennego, lub z czego jesteś dumna, to w Tobie zostaje, tzn, nie wiem, czy w Tobie, we mnie tak. Długo potem zadaje sobie pytanie, czy na pewno zrobiłam wszystko, żeby tę osobę odpowiednio wprowadzić do pracy, czy poświęciłam jej czas i uwagę i wykorzystałam wszystkie talenty. Więc jak sobie myślę o sobie jako szefowej, to tez pojawiają mi się tu jakieś rysy, niedociągnięcia i wątpliwości. Obszary do poprawy.

I gdybym jeszcze 1 dzień spędziła w łóżku, to pewnie doszłabym do wniosku, że jestem tak beznadziejna, że w ogóle szkoda gadać. Beznadziejna kobieta, mama i szefowa, a i jeszcze bloga próbuje robić.

Znasz to? Masz tak czasem?

I tak siedząc na łóżku w powyciąganych spodniach, grzebiąc w telefonie, porównując się do wszystkich gwiazd Instagrama, wzięłam i się na siebie wkurzyłam.

Poszukałam jakichś mądrych tekstów i znalazłam.

Przeczytałam na stronie Piękno umysłu:

„Przyjrzyj się i oceń wszystkie swoje osiągnięcia. Na pewno jest wiele, które lubisz i które czynią Cię kimś wyjątkowym.”

Kameralna na swoim blogu napisała:

„Porównywanie się z innymi jest pułapką, w którą sami się zapędzamy i trudno nam się z niej potem wydostać. Jeżeli uświadomimy sobie, że wartość jest w nas, przestaniemy szukać jej u innych. Wszystko co robimy uczciwie wobec siebie jest wartością. Każda, nawet początkowo nieudana próba, jest wartością. Wszystko ma swój cel, który nie zawsze wyłania się od razu. Czasem dopiero po latach widzimy jak wszystkie klocki naszego życia, zaczynają do siebie pasować”

Okrzyczałam się wewnętrznie. Powiedziałam sobie kilka mocniejszych słów.

Chcesz usłyszeć co sobie powiedziałam?

A może też chcesz się okrzyczeć.

Jest kilka spraw.

– Życie, to jest to co tu i teraz. Życie to wdech i wydech. To zapach, smak i dotyk. Życie to, to co nas otacza, dotyka, a nie to, co widzimy w ekranie telefonu.

– Jestem wystarczająco dobra, by w zgodzie ze sobą przeżyć swoje życie. Jestem dla siebie wystarczająco ważna, by najpierw siebie pytać o zdanie, a nie wszystkich gwiazd z Instagrama i bohaterów dobrej rady, którym jeszcze nic w życiu nie wyszło. Mój sukces mierzę miarą swojego szczęścia i szczęścia moich dzieci i rodziny, a nie liczbą serduszek i kciuków.

– Powiedziałam sobie: pochorowałaś, odpoczęłaś, złapałaś oddech (mimo kaszlu), to teraz weź to swoje życie i siebie w garść i każdego dnia rób z nim wszystko, co najlepsze. Wyciśnij jak cytrynę.

– Patrz do przodu, przeszłość już była, już nic tam nie zmienisz.

– Nie rywalizuj z nikim. Nie musisz niczego udowadniać. Nie musisz iść tam, gdzie poszli inni. Po prostu pokonaj własne ograniczenia. Bądź najlepszą wersją siebie!

To wszystko, co napisałam, wiem od dawna, powtarzam to sobie i powtarzam to WAM, żyje zgodnie z zasadami wdzięczności, dobrych myśli i energii przyciągania.

Ale oprócz tego chce sobie i Wam powiedzieć, że każdy może mieć czasem gorszy dzień albo gorszy czas. Ważne, żeby potrafić to dostrzec i zmienić, zawrócić, zmienić kierunek, zrobić coś inaczej. Wrócić do odczuwania wdzięczności i dobrych myśli, życzyć innym dobrze, wybaczyć. Iść w stronę światła doceniając każdy dzień i każdą chwilę.

Czasem ten mrok, który jest w każdym z nas, wciąga i otacza, pochłania. Znajdź wtedy ten jasny punkt, zaciśnij zęby i biegnij, idź albo chociaż pełzaj, ale w stronę światła.

Podziel się wpisem z innymi

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email

Największa satysfakcją dla blogerki jest pogadać.
Jeśli jesteś tu po raz pierwszy powiedz cześć, jeśli znamy się już dłużej powiedz coś więcej.
Napisz, skomentuj, poznajmy się, pogadajmy.

Jeśli ten wpis Ci się spodobał i czujesz, że spodoba się też Twoim znajomym – będę wdzięczna, jeśli udostępnisz go na  Facebooku
Dużo mnie jest też na Instagramie. Rozkręcam się na Instastories (powoli, ale jednak).

Udostępnij na FB

Dodaj komentarz

four + ten =

Close Menu
×
×

Koszyk