4
Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Podsumowanie 2020 roku

Kiedy zaczynałam ten rok, moim słowem przewodnim miał być „ZACHWYT”. Chciałam go szukać każdego dnia w drobnych radościach, w uśmiechu dzieci, w szumie lasu, w spotkaniach biznesowych, w rozmowach z kobietami, przekładając każdą kartkę kalendarza.

Chciałam się w tym roku zachwycać i doceniać to, gdzie jestem, co mam, kto mnie otacza i co osiągnęłam.

Nie sądziłam…

Nie sądziłam, że cały ten rok wciśnie mi wszystko, czego wcześniej nie widziałam i nie doceniałam, i że trafi mnie między oczy.

Z przerażenia, smutku, strachu wyłoniły się obrazy mojego życia, rodziny, biznesu, których wcześniej nie mogłam zobaczyć, bo biegłam zbyt szybko. Obrazy migały mi między oczami, jak szybko przewijany film. 

Głód, bieg, cel za celem, bez czasu na radość i świętowanie sprawiły, że nie umiałam docenić tego, co już zbudowaliśmy, bo ciągle patrzyłam w dal.

Razem z mężem prowadzimy firmy, razem prowadzimy dom, wychowujemy dzieci (zwykle 4 sztuki, chwilami mniej). Żyjemy ze sobą blisko – często jesteśmy razem 24 h. Przed pandemią czułam, że mnie to ogranicza – dziś wiem, że mnie to wzmacnia, bo razem mamy 4 nogi i 4 ręce. Zawsze któraś z nich stoi mocnej, a jedną z rąk można złapać któreś z dzieci, nawet jeśli jest już tak duże i mówi, że nie potrzebuje.

Pamiętam taki czas, kiedy jeden duży sukces przypadał na jeden rok. Naznaczał ten rok i go określał. Wspominałam ten sukces podczas Wigilii i cieszyłam się nim z bliskimi. Z dumą mówiłam o tym, że w 2004 dostałam się na prawo. W 2005 roku opowiadałam, że mam pracę w banku , którą łączę ze studiami. W 2006, że dostałam awans, w 2007 poznałam mężczyznę, który dziś jest moim mężem  i od tego czasu wszystko już było inne a 2008 to był rok, w którym odwołałam ślub. Jedno zdarzenie nadawało charakter drugiemu i określało każde z tych lat. Akcent był mocny, wyraźny, ważny, uczczony, wyświętowany, wycałowany przez dumnych rodziców lub wypłakany i wytulony.

Po przeprowadzce na Pomorze mój świat przyspieszył. W pierwszym roku był jeden sukces – otworzyłam firmę i pierwszą SWOJĄ placówkę bankową. W kolejnych latach sukcesów przybywało: nowe lokalizacje, nowe banki, kolejni zatrudnieni ludzie, nowa droga biznesowa, nowy projekt, najwyższa faktura, wyjazd na Dominikanę, ciąże, synek, córeczka, dom, wymarzony Berneńczyk. Pierwszy miesiąc pracy mojej nowej placówki bankowej przeżywała cała moja rodzina, bo wszyscy wiedzieli, że jeżeli nie zarobię w pierwszym miesiącu, to nie będą miała na pensje, ani na opłacenie lokalu w kolejnym miejscu. Zarobiłam, zrobiłam TO – to był sukces! Mogliśmy świętować.

Dziś gdyby nie to, że zapisuję sukcesy, trudno by mi było powiedzieć, co się wydarzyło w danym roku, kiedy on się zaczął, kiedy się skończy, co było w nim najważniejsze.

Przejęcie 4 placówek bankowych, uruchomienie fotowoltaiki, podpisanie kontraktu ogólnopolskiego, wydanie Kalendarza Dobrych Dni (druga edycja), uruchomienie vloga, pierwsze szkolenia komercyjne, przetrwanie lock downu, a w zasadzie to, że wyszliśmy z tego, kochając się mocniej i doceniając bardziej.

Życie nabrało takiego tempa, że trudno mi już dziś powiedzieć, kiedy ten rok się zaczął, co jest tym rokiem, a co jeszcze poprzednim.

W roku 2004 zdałam maturę. W roku 2009 obroniłam magistra i dostałam się na aplikację radcowską, a w roku 2008 odwołałam ślub. To lata, w odniesieniu do których potrafię powiedzieć, co ważnego się wtedy wydarzyło, czym pachniał mi ten rok, co wtedy czułam. Mogę też odszukać, co wtedy zaplanowałam – mam jeszcze stary zeszyt postanowień noworocznych.

Ostatnie 5 lat to czas otwierania placówek, szkoleń, rekrutacji, rozmów podsumowujących, rozmów coachingowych, czytania książek rozwojowych, zatrudniania i wdrażania pracowników, awansów, integracji, ale też podróży po całym świecie.

Nie narzekam, że to było męczące bo uwielbiam swoją pracę i moich ludzi. Uwielbiam się od nich uczyć, inspirować, tylko, że… czasem tak głęboko w to wpadam, że już nie wiem, jak mierzyć czas, jak określać te lata, które mijają, jak je od siebie odróżnić.

Usiadłam już do noworocznych postanowień i do podsumowania tego, co właśnie mija.

Napiszę o tym, za co jestem wdzięczna w tym roku. Napiszę o tym, co uznaję za swój największy sukces. Napiszę, co było ważne. Napiszę o tym, co chcę, aby się wydarzyło w przyszłym roku. Nadam mu sens hasłem przewodnim. Popatrzę na swoje cele i wyznaczę cele nadrzędne, czyli motyw, który będzie determinować wszystkie mniejsze plany.

Po doświadczeniu tego roku czuję, że potrzebuję dużego celu. Czegoś nadrzędnego, „nadważnego”, duchowego.

Potrzebuję, ale jeszcze nie potrafię tego określić.

Masz może podobnie?

 

 

Photo by Andy Cat on Unsplash.

Podziel się wpisem z innymi

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email

Największa satysfakcją dla blogerki jest pogadać.
Jeśli jesteś tu po raz pierwszy powiedz cześć, jeśli znamy się już dłużej powiedz coś więcej.
Napisz, skomentuj, poznajmy się, pogadajmy.

Jeśli ten wpis Ci się spodobał i czujesz, że spodoba się też Twoim znajomym – będę wdzięczna, jeśli udostępnisz go na  Facebooku
Dużo mnie jest też na Instagramie. Rozkręcam się na Instastories (powoli, ale jednak).

Udostępnij na FB

Dodaj komentarz

dwa × 4 =