FIRMĘ TWORZĄ LUDZIE (12)
Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Są w życiu takie chwile, kiedy doznajesz objawienia, przebłysku i wiesz już, co chcesz w życiu robić.To jest taki błysk, jak grom z jasnego nieba, jak uderzenie błyskawicy. To moment, sekunda, jedna chwila.
Ja miałam kilka takich momentów w swoim życiu, dziś opowiem Wam o tym, jak uświadomiłam sobie, że chcę i będę dobrze zarabiać.

Byłam wtedy studentką, pilną i ambitną, więc wykorzystywałam wszystkie szanse, aby gdzieś pojechać, coś zobaczyć, czegoś doświadczyć. Myślę, że miałam wtedy jakieś 20 lat. Odbywałam praktyki studenckie w biurze europosła w Opolu. Przy tym biurze został zorganizowany wyjazd do Brukseli, żeby odwiedzić Parlament Europejski, ale też zobaczyć miasto, poznać klimaty Belgii.
Wyjazd był na zaproszenie Parlamentu, więc jedyne czego potrzebowałam to kieszonkowe na swoje potrzeby. Ze skromnego budżetu studenckiego wygospodarowałam jakieś 200 zł, co już było dużym obciążeniem i resztę miesiąca musiałam przetrwać bardzo skromnie.
Wtedy jeszcze nie pracowałam, praktyka była bezpłatna, utrzymywałam się z kredytu studenckiego oraz tego, co od czasu do czasu wrzucili mi rodzice. To był pierwszy rok studiów.
Dojechaliśmy autobusem do Brukseli, zwiedzaliśmy, oglądaliśmy, spacerowaliśmy. Grupa była spora, było radośnie, gwarno, głośno. Obejrzeliśmy Manneken pis – symbol Brukseli, figurka, fontanna, wykonana z brązu. To nagi, mały chłopczyk, który sika. Atomium, monumentalna rzeźba, model kryształu żelaza, mierzący kilkadziesiąt metrów, znajdujący się na przedmieściach. Pałac Królewski oraz duży park miejski- Cinquantenaire, zbudowany wokół łuku triumfalnego. Eglise Sainte Catherine, czyli kościół Świętej Katarzyny – zawsze odwiedzam kościoły mojej patronki.
Dzień był długi, spacery męczące, pogoda lekko mglista, ciepła, powietrze wilgotne. Zmęczeni od ilości kroków i wrażeń usiedliśmy na Grand Place, czyli głównym placu Brukseli, dookoła bogato zdobione kamienice, ratuszu, krużganki. Usiedliśmy w jednej kawiarni, stoliki były rozstawione na placu z widokiem na kamienice i dużą otwartą przestrzeń rynku.

Photo by Alex Vasey on Unsplash

Wyciągnęłam twarz do słońca, zamknęłam oczy i mocno wciągnęłam powietrze, żeby przeżyć tę chwilę wszystkimi zmysłami.
Jedyne czego mi brakowało to… piwo :) Nie zastanawiając się nad kosztami, zamówiliśmy porcję złotego napoju. Było zimne, lekko gorzkie, orzeźwiające – kosztowało 10€, czyli ¼ mojego budżetu, została wykorzystana.
Wtedy zakiełkowała mi myśl, że chcę w życiu cieszyć się takimi chwilami, smakami, bez obawy, że nie będę miała jak za to zapłacić. Bez ograniczeń.
Ta myśl gdzieś za mną krążyła podczas tego pobytu, byłam głodna tego miasta, jego różnorodności, nocnego życia, długiego wieczoru w restauracji, chłodnego poranku na trawie w parku. Ten głód we mnie wzrastał, za każdym razem, kiedy coś mnie zachwyciło, ale było poza moim zasięgiem.
Tego samego dnia, wieczorem umówiliśmy się na wspólne wyjście, żeby potańczyć. Znajomi zaproponowali, że jest takie miejsce, taka uliczka, gdzie każde drzwi, to jakaś mała knajpka z parkietem i fajnym klimatem. Kilka osób zdecydowało się na wyjście.
Wyszliśmy, gdy było już ciemno, szliśmy wąskimi uliczkami, stawiając stopy na starym, wytartym bruku, pomiędzy wąskimi kamieniczkami. W uliczkach z dwóch stron wystawiały się restauracje, które ustawiły po jednej i drugiej strony rzędy stolików. Miejsca było tak mało, że stoliczki były tylko dla dwóch osób, a przejście między nimi można było pokonać tylko pojedynczo.
Idąc tymi uliczkami, zachwycałam się architekturą, brukiem, stoliczkami z białymi obrusami, chłonęłam wszystko, aż w pewnym momencie trzask, piorun, olśnienie.

Zobaczyłam parę, kobietę i mężczyznę, siedzących przy takim stoliczku, pili wino, patrzyli sobie w oczy wzrokiem mętnym, ale skupionym, widzieli tylko siebie. Kelner podał im czarny garnek. Odkrył pokrywę. Garnek był pełen czarnych muszli, buchnęła para, a do mnie dotarł niesamowity zapach. Cytryna, masło, pietruszka, mule…

Photo by Adrien Olichon on Unsplash

 

To był ten moment, wiedziałam, że chcę tam usiąść. Pobyć. Napić się wina. Zniknąć między ludźmi. Zjeść mule.
Wiedziałam, że mnie na to nie stać, w portfelu zostało mi jakieś 20€ na 3 dni. Wtedy podjęłam decyzję, że kiedyś tu wrócę. Do tej uliczki, do tego stoliczka, do tego czarnego garnka z mulami.

Często słyszę pytanie, po co Ty to wszystko robisz, tyle firm, tyle placówek, tyle ludzi, tyle szkoleń…
Robię to, bo wyrósł we mnie głód. Głód świata, głód spełniania marzeń, głód smaków, głód życia.
Teraz mogę. Zarobiłam na to. Dziś mogę śmiało pojechać do Brukseli i zamówić te mule. Mogę zwiedzać świat, mogę zamówić piwo…
Nauczyłam się też robić mule. Chętnie się z Wami podzielę moim przepisem. Możecie próbować i eksperymentować, to danie jest bardzo dostępne cenowo, bo paczka muli kosztuje od 20 do 30 zł,

Spróbuj:

  1. Na rozgrzane masło i oliwę wrzuć jedną cebulę pokrojoną w piórka i dwa ząbki czosnku,
  2. Podsmaż przez 3 minuty, dodaj pokrojone pomidory (mam podwórkową nadprodukcję, więc dodaję je do wszystkiego) 3 duże sztuki oraz garść pokrojonej zielonej pietruszki. Podsmaż przez 2 minuty,
  3. Wlej pół szklanki białego wytrawnego wina (drugie pół wlej sobie do lampki 🥂),
  4. Zostaw na ogniu kolejne 2 minuty, aby alkohol wyparował, w tej chwili sos nabiera lekkości i smaku, na koniec wszystko należy posolić,
  5. Do gotowego sosu wrzuć mule (wcześniej oczyszczone i umyte), podgrzej pod przykryciem około 2 minuty, mule powinny się otworzyć! Uwaga na nie otwarte – nie nadają się do jedzenia! Nie ruszaj- wyrzuć),
  6. Gotowe mule wyłóż na głęboki talerz łącznie z sosem – tu jest najwięcej smaku, posyp kolendrą, podaj z bagietką lub grzankami.

PS: Mój ulubiony kucharz podpowiada, żeby pod koniec gotowania dodać pół kostki masła 😉

Smacznego!

Photo by Tomáš Vydržal on Unsplash

Podziel się wpisem z innymi

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email

Największa satysfakcją dla blogerki jest pogadać.
Jeśli jesteś tu po raz pierwszy powiedz cześć, jeśli znamy się już dłużej powiedz coś więcej.
Napisz, skomentuj, poznajmy się, pogadajmy.

Jeśli ten wpis Ci się spodobał i czujesz, że spodoba się też Twoim znajomym – będę wdzięczna, jeśli udostępnisz go na  Facebooku
Dużo mnie jest też na Instagramie. Rozkręcam się na Instastories (powoli, ale jednak).

Udostępnij na FB

Dodaj komentarz

two × 1 =

Close Menu
×
×

Koszyk