KOCHANA MAMO!
Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Najgorszy miesiąc w roku – doceniać czy nienawidzić?

Zazwyczaj staramy się dbać o cały świat, zapominamy w tym o sobie.

Bo jak dbać o wszystko i wszystkich, jeżeli jedziesz na rezerwie?

Listopad to dla mnie najtrudniejszy miesiąc w roku.
Jest zaraz po październiku, w którym radośnie świętuję urodziny i skupiam się na wdzięczności za wszystkie lata, doświadczenia, które już mam na swoim koncie, ludzi, chwile. Myślę o tym, co przyniosą kolejne lata. To taka mieszanka wdzięczności i entuzjazmu. Te myśli dają mi paliwo na cały miesiąc.

Jest zaraz przed grudniem, czyli miesiącem bliskości, świętowania, dźwięku dzwoneczków, zapachu pomarańczy i maku, rodzinnego gotowania, małych rączek w mące po łokcie, odliczania dni czekoladkami do świąt. Kupowania prezentów, pieczenia ciasteczek dla mikołaja. Choinek, gałązek, bombek i światełek.

Listopad natomiast jest szary, zimny, deszczowy, smutny. Brakuje w nim słońca i ciepłego wiatru. Na chwile daje uśmiech w okolicy rogali świętomarcińskich, potem przy okazji urodzin ukochanej siostry. Ale z reguły jest mocno średni.

Mam sposoby, aby reanimować dobry nastrój. Dolewać paliwa.

Palenie w kominku, świecenie lampek o ciepłej barwie, świece, długie kąpiele z pianą i solą, grzane wino, ostra zupa, ciasteczka korzenne, tulenie dzieciaków i całowanie małych stópek, soki ze świeżych owoców z trudem wyciskane domowymi sposobami.

Ale przychodzi czasem taki dzień, że te wszystkie wysiłki zdają się na nic. Jedyne, na co mam ochotę to wskoczyć pod kołdrę z książką w pustym, cichy domu.
I tak się zastanawiam sam przed sobą i przed Wami czy pozwolić sobie na taki czas?
Zamiast uśmiechniętej, rozpędzonej kobiety sukcesu, w makijażu, na obcasach, ze spinkami w mankietach białej koszuli. Czy pozwolić sobie na to, żeby założyć ciepłą piżamę, zmyć makijaż, schować się pod kołdrę, i wychylać tylko po łyk gorącej herbaty z miodem i cytryną?
Być może dla wielu odpowiedź jest oczywista, ale dzisiaj gwarantuję WAM, że tysiące kobiet nie potrafią odpoczywać, nie potrafią zwolnić, odpuścić sobie czegoś. Nie potrafią powiedzieć sobie, dzisiaj nie muszę.
Należę do nich, zawsze muszę być w akcji, zawsze jest jakiś cel, jakaś rywalizacja, target i jak tu nagle powiedzieć sobie stop. Poleżeć sobie, tak bez celu?
Więc dziś zmuszę się do tego.
Szybciej skończę pracę, szybciej odbiorę dzieci, odpuszczę sobie ambitne gotowanie, odpuszczę sobie pracę po południu, nie odpowiem na wszystkie maile, nie wypisze dziś więcej dedykacji, nie odbiorę wszystkich telefonów. Zmyję makijaż i uśmiech i trochę sobie odpocznę i trochę sobie podumam.

A może to właśnie jest siła listopada, może to czas, który zmuszą nas do tego, żeby zwolnić, posiedzieć w piżamie, poczytać książkę, obejrzeć dobry film, przypatrzeć się bliskim nam ludziom, zaplanować kolejne marzenia, na które przyjdzie czas, gdyby będzie trochę więcej słońca.
Bo żeby dalej jechać trzeba dolać paliwa. Żeby później przyśpieszyć, trzeba na chwilę się zatrzymać. Żeby dbać o innych, trzeba zadbać najpierw o siebie.

Już wiem to po sobie, już znam się na tyle, że jeżeli nie zrobię tego dla siebie, to mój organizm zaraz zrobi to za mnie.

 

Photo by Lukasz Szmigiel on Unsplash

Podziel się wpisem z innymi

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email

Największa satysfakcją dla blogerki jest pogadać.
Jeśli jesteś tu po raz pierwszy powiedz cześć, jeśli znamy się już dłużej powiedz coś więcej.
Napisz, skomentuj, poznajmy się, pogadajmy.

Jeśli ten wpis Ci się spodobał i czujesz, że spodoba się też Twoim znajomym – będę wdzięczna, jeśli udostępnisz go na  Facebooku
Dużo mnie jest też na Instagramie. Rozkręcam się na Instastories (powoli, ale jednak).

Udostępnij na FB

Dodaj komentarz

six + two =

Close Menu
×
×

Koszyk