FIRMĘ TWORZĄ LUDZIE (19)
Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Meksyk – wrażeń kilka

Pomysł wyjazdu do Meksyku pojawił się lata temu. W pierwszym odruchu pomyślałam „świetny pomysł”, w kolejnym przyszły strach i obawa, mignęły mi przed oczami informacje prasowe o wojnach karteli narkotykowych, porwaniach dla okupu i jakiś dramatyczny film o próbie przekroczenia granicy, kończący się tragedią. Zrezygnowałam z tego kierunku, myślałam, że ostatecznie.

Dlaczego tu jesteśmy? Zdecydowała bajka.

🙂 Bajka ”COCO”, (jeśli jeszcze nie widziałeś, obejrzyj, nieważne czy jesteś mały, czy duży), którą obejrzeliśmy z dziećmi w kinie, a potem jeszcze 50 razy w domu, wzruszając się za każdym razem przy słowach „rodzina jest najważniejsza”. Bajka tak barwna, mądra, poruszająca, migocząca milionem kolorów, wartościami i kapciem babci. Postanowiliśmy, że musimy ten kraj poczuć, doświadczyć, obejrzeć.

Mój mąż mawia „mamy do kogo wracać”, dlatego Meksyk zwiedzamy w obrębach turystycznych, czytając wcześniej rady, jak bezpiecznie i gdzie lepiej nie. Kusiła nas wyprawa szlakami Cejrowskiego, zapuszczenie się w głąb, w miasteczka, poznanie prawdziwych ludzi, ale…

Tak wiem, że są ludzie, którzy z niemowlakiem na rękach przemierzają dżunglę, ale to nie ja.

Dlatego bez dzieci, trzymamy się okolic turystycznych i wskazanych w przewodnikach obiektów „must see”.

Jesteśmy w trakcie pobytu, ale już teraz chciałabym się z Wami podzielić tym, co widzę i jak o tym myślę.

Turystyczny Meksyk jest bardzo drogą lokalizacją, nie mam tu na myśli tylko hoteli, ale jedzenie, picie, sukienki, za którymi w każdym miejscu świata się rozglądam, Meksyk jest turystycznie skrojony pod Stany i jest to z jednej strony przykre, z drugiej krzepiące.

Meksykanie to pogodni, serdeczni, rodzinni ludzie, których stopa życiowa znacząco odbiega od tej amerykańskiej. Stany chcą budować im wielki mur, który zablokuje możliwość nielegalnej emigracji, traktowani są jak gorsza rasa, a mimo to są w Stany bardzo zapatrzeni. A turystyczny Meksyk szyją na miarę tak, aby Amerykanie czuli się tu jak najlepiej. Z drugiej strony chodzi też o to, żeby wydawali tu jak najwięcej kasy. Nie wiem, czy potrafię to dobrze opowiedzieć, bo smutno na to patrzeć, ale dobrze, że zarabiają. Widzę w tym sprzeczne emocje, kocham Cię i nienawidzę jednocześnie.

Nie będzie to tekst o tym, co trzeba zobaczyć albo gdzie być, nie napiszę o sprejach na komary i dwóch portfelach, napiszę o tym, co mnie poruszyło i czego chciałam spróbować, piszę to, będąc jeszcze w Meksyku, słuchając szumu oceanu, dyndając w hamaku, po kolejnych 4 dniach, być może dopiszę do tego drugą część.

Margarita

To koktajl alkoholowy na bazie tequili, likieru typu triple sec i soku z limonki. Ostatnio mój ulubiony, wiedziałam, że muszę go tu spróbować, w Europie bardziej słodki, tu lekki i wyważony. Obłędny. Podawany w lampce, z brzegiem otoczonym solą. Klasyczny lub zwariowany z truskawkami, mango czy innymi owocami. Klasyczny wytrawny i słony, truskawkowy zblendowany jak koktajl, słodki, lekko drapiący w gardło.
Skąd drink i nazwa? Jest to historia miłosna, niepotwierdzona. Legenda, jako twórcę drinka podaje barmana Dona Carlosa Orozco, który któregoś dnia eksperymentował z koktajlami, a jeden z nich dał do spróbowania Margaricie Henkel, w której się skrycie kochał, córce niemieckiego ambasadora w Meksyku. To od jej imienia Margarita miała stać się Margaritą.
Dziś Margarita jest produktem turystycznym, dostępnym w każdym barze i kantynie. Śmiało mogę powiedzieć, że wiedzą jak to się robi.

Guacamole

Jako wielbicielka avocado, wiedziałam, że to będzie jedno z pierwszych dań, których spróbuję. Guacamole to pasta przygotowywana z owoców avocado, oliwy, cebuli, kolendry, limonki, opcjonalnie pomidorów i papryczek chilli.


W wielu restauracjach guacamole przygotowywane jest na oczach klientów, jedno takie przygotowanie nakręciłam i Wam tu zamieszczę.

Tequila

Człowiek potrafi zrobić alkohol ze wszystkiego, Polacy robią alkohol z ziemniaków i zboża, Meksykanie z kaktusa. Tequila powstaje z niebieskiej odmiany tej rośliny. Prawo do używania nazwy „tequila” ma kilku producentów. Taka „tequila” do najtańszych nie należy, ale na półkach znajdziemy również tequile, które nie mają prawa nazywać się tequilą, ale smakują bardzo podobnie, niektórzy mówią, że lepiej. Takie alkohole zwą się w monopolowych „destillado de agave”. Np. Compadre, kosztuje ok. 50 pesos, czyli 10 zł. Na wyższej półce warto uwagę zwrócić oczywiście na Jose Cuervo, a także na Casa Noble, czy Herradurę.
Sposób picia Tequili z solą i limonką to również podobno tylko turystyczny patent, jest tak podawana, bo tego oczekujemy, miejscowi jednak tak nie piją.


Przy okazji tematu Tequili trzeba wspomnieć, że tequila to też mezcal. Każda tequila to mezcal, ale nie każdy mezcal to tequila. Tequilę produkuje się z jednej konkretnej odmiany agawy, zaś mezcal może być przygotowany z innego gatunku tej rośliny. To właśnie w mezcalu, a nie w tequili pływa również tradycyjnie sławetny robal. Nic więcej o tym nie powiem, nie próbowałam i nie dam rady spróbować. Zdjęcia też nie zrobię.



Napój na kaca – MICHELADA

Zobaczyłam ten napój na stoliku obok, zapytany o to kelner powiedział „my Meksykanie jesteśmy szaleni, a to jest taki szalony napój” Zamówiłam. Ciężko opisać smak tego napoju, bo przenikają się w nim różne smaki – słodkie, kwaśne, wytrawne, ten, który dostałam był na bazie Coli i soku z limonki, do tego ostre przyprawy i maggi, taka nasza rosołowa maggi, wszystko na lodzie zalewane piwem Corona. Jak później poczytałam okazało się, że to napój stosowany na kaca przygotowywany na bazie soku pomidorowego lub pomarańczowego, tabasco z ostrymi przyprawami na rancie kufla.

Śniadania – kilka składników różne dania

Śniadania to dla mnie ulubiona potrawa, moje całe kulinarne życie mogłoby się składać ze śniadań, a te na bazie jajek to już totalne i absolutne niebo. I tu się z Meksykanami zupełnie zgadzamy, po kilku śniadaniach na miejscu uświadomiłam sobie, że każde w zasadzie składa się z tego samego, tylko podawane jest w różnej konsystencji, kolejności i konfiguracji. Te składniki to jajka, pomidory, kolendra, szyneczka pokrojona w kostkę, ser, cebulka i sos z ciemnej fasoli (koloru naszej kaszanki) do tego jakiś dodatek węglowodanowy: albo placki tortilli, albo tacosy lub bułeczka kukurydziana. Śniadanka mają obłędne. Przy takim śniadanku, zakończonym miseczką rozpływających się w ustach owoców, można by się zastanowić czy by tak może tu zostać…



Krewetki w panierce z kokosa z sosem mango.

Podczas dalekich podróży lubię próbować tego, czego jeszcze nie znam i poza guacamole, które mogłabym jeść tu łyżkami staram się zamawiać coraz to nowe potrawy. Coś, co mnie tutaj zachwyciło i na pewno będę eksperymentować w domu, to krewetki panierowane w wiórkach kokosowych, podane z pikantnym sosem z mango. Jak ogarnę przepis to wrzucę Wam na bloga.

Serdeczność

Żeby nie było, że tylko o jedzeniu i piciu, to wspomnę jeszcze o serdeczności mieszkańców tych ziem, jasne możecie mi powiedzieć, że kelner jest sympatyczny, bo mu za to płacą, a taksówkarz walczy o napiwek, ale będąc już w różnych miejscach i na różnych kontynentach, gdzie ta zasada działa, muszę stwierdzić, że serdeczność Meksykanów jest wyjątkowa. Są otwarci, uśmiechnięci, chętnie wdają się w dyskusje, uczą słówek, polecają to, co sami lubią. To tacy ludzie, z którymi chce się spędzać czas.

To takie miejsce, gdzie chce się być i wracać.

Photo by Jeremy Lwanga on Unsplash

Podziel się wpisem z innymi

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email

Największa satysfakcją dla blogerki jest pogadać.
Jeśli jesteś tu po raz pierwszy powiedz cześć, jeśli znamy się już dłużej powiedz coś więcej.
Napisz, skomentuj, poznajmy się, pogadajmy.

Jeśli ten wpis Ci się spodobał i czujesz, że spodoba się też Twoim znajomym – będę wdzięczna, jeśli udostępnisz go na  Facebooku
Dużo mnie jest też na Instagramie. Rozkręcam się na Instastories (powoli, ale jednak).

Udostępnij na FB

Dodaj komentarz

1 × four =