2
Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Jak nie zwariować przed świętami

Dawno, dawno temu, czyli jakieś 15 lat, za górami za lasami, czyli w Opolu, jako początkująca pani domu, a raczej wynajmowanego mieszkania podczas studiów, podjęłam się ambitnego zadania. Postanowiłam, że zorganizuje urodziny mojego chłopaka. Tak na poważnie, czyli z białą serwetą, wysprzątanym mieszkaniem i kilkoma daniami łącznie z deserem, oczywiście.

Co zaplanowałam, wykonałam.

Zaproszone były 3 pary, czyli przy stole usiadło 8 osób.
Przekąski na zimno – faszerowane pomidory na dwa sposoby. 3 sałatki. Na ciepło zapiekane mięso i 3 rodzaje sosów. Sałatka z tartym serem. Sernik na zimno z owocami i galaretką, a na nim świeczki, z tego, co pamiętam 25 sztuk.
Dziś pewnie ogarnęłabym temat w 2 godziny i jeszcze zdążyłabym wypić herbatę w ulubionym fotelu, ale wówczas to był dla mnie wyczyn. Byłam początkującą organizatorką imprez, uważałam, że wszystko muszę zrobić sama. O poranku zaczęłam sprzątać, pucować, szorować, odkurzać, wycierać i prasować, potem zakupy i przytarganie wszystkiego na 2 piętro.
Czemu sama?
Bo cała impreza była imprezą niespodzianką. Chłopak od rana miała zorganizowane zajęcia maskujące przez wtajemniczony znajomych.
Kolacja była zaplanowana na osiemnastą, koło czternastej zaczęłam gotować, nakrywać do stołu, stroić i zdobić. Miało być idealnie.
Kolacja wypadła pysznie, goście doceniali smak dań, mieszkanie wyglądało wyjątkowo. Do świętowania zabrakło tylko mnie.
Z rozmazanym makijażem, z rękami do kolan i językiem na brodzie usiadła do stołu. Byłam zbyt zmęczona, żeby rozmawiać, cieszyć się, czy bawić, po pierwszym drinku odpadłam z dalszego świętowania.
Wtedy postanowiłam, że więcej sobie tego nie zrobię.
Poprzeczkę postawiłam sobie za wysoko, tzn. to, co zaplanowałam, było osiągalne, ale cena jak za to zapłaciłam za wysoka.
Mój chłopak, znajomi i ja moglibyśmy mniej zjeść, mieszkanie mogłoby być po prostu czyste, zamiast błyszczącego, za cenę tego, żebyśmy więcej czasu spędzili ze sobą w dobrej formie i humorze.
Dlatego dziś, przed świętami przypominam sobie i opowiadam Wam o kilka zasadach, które trzymają mnie blisko tego, co w tych świętach najważniejsze.

1. Zastanów się, co w świętach jest dla Ciebie najważniejsze.

Dla mnie to bliskość, uśmiech, rozmowy, czułość, spokój, wspólny stół, wspólny film, leniuchowanie, dom pachnący ciastem, chowanie prezentów pod choinką, śmiech dzieci, dźwięk kolęd w tle, długie rozmowy, wolne tempo.

2. Odpuść sobie to, co trzeba, to co wypada, to co „a moja mamusia, to”.

Wróć do punktu pierwszego i zaplanuj te świętach tak, ja chcesz Ty i Twoi bliscy. Najlepiej już teraz tydzień przed świętami zasiąść do wspólnego stołu i porozmawiać o tym, co dla każdego jest ważne. Opowiedzieć sobie o świętach.

3. Zróbcie wspólnie listę tego, co trzeba przed świętami zrobić, na co macie ochotę, na czym Wam zależy, jakie potrawy powinny się pojawić na świątecznym stole.

Listę obowiązków podzielcie pomiędzy wszystkich domowników. Moje maluchy mają 5 i 6 lat i świetnie radzą sobie z nakrywaniem do stołu, pomagają też w gotowaniu, mogą przynieść potrzebne produkty ze spiżarni, pomieszać, dolać, po ugniatać. Dzieci w każdym wieku (poza tymi najmniejszymi maluszkami) mogą pomagać.

4. Nie musi być idealnie.

Święta są po to, żeby świętować, a nie po to, żeby myć okna, wysprzątać każdą szufladę, odświeżyć każdy kąt. Nie wiem jak Wy, ale, ja przy dwóch psach z jednej strony i dzieciach z drugiej nauczyłam się sobie radzić z brudną szybą. Ona tam jest, a mi to nie przeszkadza. Uwolniłam się, ona nie ma na mnie wpływu 🙂

5. Nie musi być 12.

Jako dziecko liczyłam, ile jest potraw na wigilijny stole, jak policzyłam chleb, ziemniaki i śmietanę to udawało mi się dojść do 12. A faktycznie dań było ok. 6. Na potrzebę chwili potrafiłam sobie to wytłumaczyć i dopasować. Rozumiem, że są tu osoby, dla których tradycja ma znaczenia, ale czy w punkcie 1 to napisałaś. Ma być 12 dań i jedzenia po uszy. Przyłapałam Cię?
Uważam, że lepiej jest mieć 5 dań, które jesteśmy w stanie przy wsparciu maluchów zrobić, niż 12 i potem paść na twarz.

6. Święta to nie jedzenie.

W statystycznej polskiej rodzinie pani domu spędza kilkanaście godzin w kuchni na lepieniu, gotowaniu, smażeniu, duszeniu, mieleniu, przyprawianiu, kosztowaniu itd. Następnie rodzina zjada maksymalnie połowę z tego, co zostało przygotowane, więc w okolicy drugiego dnia świat rozpoczyna się lamentowanie, że ja tyle zrobiłam, a nikt tego nie je.
Żyjemy dziś w wolnej, niesocjalistycznej Polsce i pomarańcze, grzyby na zupę grzybową, karp, śledź, mak i groch oraz wszystkie inne dobra są dostępne każdego dnia i możesz je kupić lub sobie przygotować w każdym dowolnie wybranym terminie.
Nie musimy już świętować suto zastawionym stołem.

7. Odpocznij.

Zastanów się, co dla ciebie oznacza świętowanie, czy to na pewno jedzenie, gotowanie?
Zrób mniej jedzenia, spędź więcej czasu odpoczywając, spacerując, miląc się do swoich bliskich, czytając książkę, oglądając świąteczny film, który musi się dobrze skończyć, grając w planszówki.

8. Bądź wyrozumiała dla siebie i innych.

Świąteczne awantury to temat dowcipów i żartów, ale nawet żartobliwe podejście nie zmienia faktu, że one mają miejsce często. Więc znowu wróć do punktu pierwszego, zastanów się, na czym Ci zależy podczas tych świat, powiedz o tym głośno.
Odpuść sobie polityczne spory, światopoglądowe dysputy, czy ustalenie kto 10 lat temu przy tamtym płocie miał rację, a kto się mylił, czy czyje były te gruszki co spadły na miedzę. Najprawdopodobniej każdy zostanie przy swojej racji, a atmosfery świąt nie odbuduje najpiękniejsza choinka, kolędy czy pierniki.

Pewnie się jeszcze przeczytamy przed Świętami, ale już dziś korzystając z okazji tego tekstu życzę WAM, żebyście wiedzieli, jakich świąt chcecie, a potem, żeby one się stały. Dla mnie rodzinne, bliskie, spokojne, ciepłe, pachnące choinką i ciastem, czułe i opływające w małe buziaki i przytulaki. Tego, czego chce dla siebie, życzę i WAM.

Photo by Chad Madden on Unsplash

Podziel się wpisem z innymi

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email

Największa satysfakcją dla blogerki jest pogadać.
Jeśli jesteś tu po raz pierwszy powiedz cześć, jeśli znamy się już dłużej powiedz coś więcej.
Napisz, skomentuj, poznajmy się, pogadajmy.

Jeśli ten wpis Ci się spodobał i czujesz, że spodoba się też Twoim znajomym – będę wdzięczna, jeśli udostępnisz go na  Facebooku
Dużo mnie jest też na Instagramie. Rozkręcam się na Instastories (powoli, ale jednak).

Udostępnij na FB

Dodaj komentarz

eighteen − 7 =

Close Menu
×
×

Koszyk