FIRMĘ TWORZĄ LUDZIE (24)
Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Katarzyna Burchacka - Klimczuk

Historia mojej czytelniczki

„Witam serdecznie wszystkie kobiety odwiedzające bloga pani Katarzyny oraz tych, których urzekł wyjątkowy kalendarz, dzięki któremu zaistniała moja historia i chęć opisania jej dla Was…

Jestem Klaudia, mam 47 lat, dotychczas spełniona szczęśliwa żona, matka oraz kobieta biznesu, który sobie sama stworzyłam z myślą o nas, kobietach, dla urody, aby cieszył, uczył i dawał satysfakcję.

Dzieci opuściły gniazdo i poszły swoją drogą, a my zostaliśmy z mężem sami. Pomyślałam — teraz mogę więcej, gdyż starałam się pracować tylko tyle by nadal to, co najważniejsze, czyli dom i dzieci, było na pierwszym miejscu. Długo oczekiwane hobby, rękodzieło z gliny i malarstwo znalazło wreszcie swoje miejsce. Zaczęłam malować obrazy „mandale”. Cały urok w pięknie kolorów, cieszą oko i emanują pozytywną energią. Zawsze wszystko, co tworzyłam, było z myślą o ludziach, by cieszyło i sprawiało przyjemność. Niestety ta bajka długo nie trwała. 8 miesięcy temu odwiedziłam lekarza i usłyszałam słowa, na które nigdy nie jesteśmy gotowe: Proszę Pani, to jest rak… Czas spokoju, marzeń i pasji znikł a ostatnie miesiące to jeden wielki koszmar, podczas którego marzy się tylko o tym, żeby był to sen. Ale niestety wybudzenie nie nadeszło. Jestem po operacji oszczędzającej piersi, podczas której uszkodzono mi nerwy w tak znaczącym stopniu, że ból nadal jest przy myciu, ubieraniu, dotykaniu. Lekarz stwierdził, że jest to mój najmniejszy problem.

Być może, ale dziś jestem całkowicie niezdolna do pracy, nie mogę malować obrazów, nawet ceramika to wyzwanie. Z dnia na dzień stałam się nieużyteczna, niepotrzebna, słaba i bardzo przestraszona o jutro. Ta odmiana raka nie ma tak naprawdę leczenia i rokowania są nadal niezbyt korzystne, musiałam więc podjąć trudne decyzje, nie obciążając kochających mnie ludzi. Mój mąż, córka i syn są dla mnie jak ciche anioły, które podnoszą moje skrzydła, gdy zapominam, że je mam. W takich chwilach wszyscy skupiają się na chorej osobie, ale często zapominamy o tych, którzy są obok, o najbliższych nam osobach, które cierpią podwójnie. Są bezradni, bezsilni, oddaliby duszę diabłu za nasze cierpienie, więc postanowiłam zrobić, co tylko mogę, by być silną dla nich, by widzieli, że staram się żyć, a nie przeżyć.

Mijał dzień po dniu, bywały dni lepsze i gorsze.
W grudniu postanowiłam zakupić terminarz. Tak naprawdę z nawyku. Prowadząc salon był raczej niezbędnikiem, ale teraz kiedy niczego już nie mam i nawet odebrano mi możliwość wybiegania w przyszłość i tworzenia długoterminowych planów zakup ten był mało sensowny. Niby co bym tam miała notować? Wizyty lekarskie? Odhaczać dzień po dniu? Hmm… mało ciekawe i budujące zajęcie. I wtedy natknęłam się na kalendarz pani Katarzyny i tu jest sedno tej historii. Drogie kobiety, gdy obejrzałam filmik opisujący każdą stronę dnia, pomysłowość, cel, wiecie, co poczułam? Coś tak wzruszającego, że łzy same popłynęły. Dlaczego? Byłam jak w ukrytej kamerze. Jesteś wciśnięta w ciasny kąt, nie masz pomysłu na siebie, jesteś zła i wystraszona, chwilami brak ci tlenu i nagle ktoś ofiaruje Ci coś, czego potrzebujesz. Wiecie co, to było to, był CEL, możliwość pisania w kalendarzu, za co mogę być wdzięczna każdego dnia. Za ludzi, miłość, troskę, za nowe znajomości, nowe możliwości. WDZIĘCZNOŚĆ I POKORA to piękne i mądre cechy, bo dzięki nim nie czujemy się rozczarowani, łagodzą ból i dają nadzieję na jutro… Poczułam w jednej sekundzie przebudzenie i to jest najważniejsze, dzięki temu chcę rano wstać, bo jestem ciekawa dnia i tego, za co wieczorem będę wdzięczna. Wypatruję nowych możliwości, które życie podsuwa nam co dnia. One były, są i będą, tak jak wschód i zachód słońca, jak deszcz i tęcza, tylko nie zawsze to dostrzegamy, bo garda, którą wciąż trzymamy, zasłania nam to wszystko.

Wpojono nam, że trzeba o wszystko walczyć, więc walczymy od dziecka w szkole, w pracy, w małżeństwie i w chorobie w innym razie okazujemy słabość. Nie zgadzam się. Czasem trzeba opuścić gardę, a życie staje się proste, spokojniejsze i lepsze. Życie przynosi wiele niespodzianek, dla każdego z nas. Dla mnie przygotowało możliwość napisania do Was wspaniałe czytelniczki, kobiety, matki przyjaciółki, szefowe. Dziękuję, że mogłam do Was napisać, dzięki czemu zajęłam myśli, z pełnym skupieniem, chcąc przekazać coś dobrego, pozytywnego, nie skupiając się tylko na chorobie. Ludzie chorowali, chorują, będą chorować, ale są chwile, w których można i warto, choć na chwilę zapomnieć. Sama czuje się o wiele zdrowsza, a o pani Katarzynie pomyślałam, że musi być to ktoś, kto bardzo kocha ludzi, bo tylko z miłości do drugiego człowieka rodzą się dobre rzeczy. Dziś już wiem, czytając bloga pani Kasi i rozumiem, że wszystko można robić, ale nie zatracając miłości i wiary w ludzi, bo to oni są częścią naszego sukcesu, życia i bycia Tu i Teraz….

Z wyrazami szacunku
Pozdrawiam

Klaudia K.”

Photo by chenk li on Unsplash

Podziel się wpisem z innymi

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email

Największa satysfakcją dla blogerki jest pogadać.
Jeśli jesteś tu po raz pierwszy powiedz cześć, jeśli znamy się już dłużej powiedz coś więcej.
Napisz, skomentuj, poznajmy się, pogadajmy.

Jeśli ten wpis Ci się spodobał i czujesz, że spodoba się też Twoim znajomym – będę wdzięczna, jeśli udostępnisz go na  Facebooku
Dużo mnie jest też na Instagramie. Rozkręcam się na Instastories (powoli, ale jednak).

Udostępnij na FB

Dodaj komentarz

seventeen + 18 =